List do Depresji

Depresjo, proszę zostaw mnie


Depresjo

Piszę do Ciebie, choć wiem, że słowa nie zawsze Cię ruszają. Ty jesteś jak cień, który powoli wkrada się do każdego zakamarka mojego życia, cicho, krok po kroku, aż w końcu zaczynam wątpić, czy kiedykolwiek było inaczej. Niszczyć potrafisz wszystko: pasje, relacje, plany, zdrowie – czasem tak subtelnie, że nie zauważam, kiedyś po kiedyś, aż w końcu zostaje tylko pustka i zmęczenie.
Nie ma dnia, kiedy nie czuję Twojej obecności. Budzisz mnie rano, kiedy każdy oddech jest ciężki, a prosty ruch wydaje się wysiłkiem nie do pokonania. W pracy, w domu, w relacjach – zostawiasz swoje ślady. Z czasem uczysz mnie izolacji. Nie dlatego, że chcę być sama, ale dlatego, że rozmowy wydają się ciężarem, a ludzie stają się obcymi, których nie potrafię już zrozumieć.

Najgorsze jest to, że sprawiasz, iż wydaje mi się, że rozwiązania są proste, choć w rzeczywistości prowadzą donikąd. Szukam Cię w nocnych binge-watchach, w używkach, w kompulsywnym scrollowaniu social mediów, w wymuszonym poczuciu kontroli nad czymś, czego tak naprawdę nie mogę kontrolować. Dajesz mi fałszywą nadzieję, że te krótkie ucieczki złagodzą ból, a potem zostawiasz jeszcze głębsze pustki.

Trudno z Tobą walczyć, bo w pewnym sensie uczysz mnie, że porażka jest moją naturą. Kiedy próbuję wyjść na światło, odbijasz moje wysiłki w lustrze krytyki własnej. Każdy dzień wymaga ogromnej siły, a Ty podsuwasz mi wątpliwości: „Po co? I tak się nie uda”. I tak, czasem się poddaję, bo walka z Tobą wymaga więcej energii niż mam.

Ale wiesz co, depresjo.

Chcę Ci powiedzieć coś ważnego. Nie wszystko, co próbuję, jest złe. Czasem małe rzeczy działają: rozmowa z kimś, kto naprawdę słucha, kroki w stronę światła, choćby przez minutę, zapisanie swoich myśli, świadome oddychanie, ruch, którego nie chcę, ale który robię mimo Ciebie. Nie obiecam, że od razu odejdziesz, ale mogę obiecać sobie jedno: nie pozwolę, byś zdefiniowała całe moje życie.

Piszę ten list, bo chcę Cię nazwać. Chcę zrozumieć, jak głęboko wchodzisz w moje ciało, umysł i emocje. Wiem, że Twój wpływ jest potężny, ale nie jesteś wszystkim. Jest we mnie coś jeszcze – świadomość, że życie może smakować inaczej, że światło istnieje nawet po najdłuższej nocy, że prawdziwe strategie, choć trudne, działają lepiej niż fałszywe ucieczki.

Depresjo, proszę, zostaw mnie. Nie od razu, nie bez walki, ale pozwól mi choć odrobinę wziąć oddech. Pozwól mi zobaczyć małe rzeczy, które kiedyś dawały radość. Pozwól mi uczyć się nowych sposobów wyjścia – sposobów, które naprawdę mnie wzmacniają, a nie oszukują.


Bo choć jesteś częścią mojego życia teraz, nie będziesz całą jego definicją. Chcę żyć pełniej, nie tylko w cieniu.


Z trudem, ale z nadzieją,
Ja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *